sobota, 24 listopada 2012

10. Miłością możemy wyleczyć wszystko!

Oczami Harry'ego

        Jadąc zdesperowany do szpitala, zadałem sobie pytanie: "Czemu to właśnie ją musiało spotkać?" Po głowie chodziły mi czarne myśli. Nie wiedziałem, co mam robić. Ręce trzęsły mi się, jak galareta. Nie patrzałem na ulice. Mało brakowało, abym potrącił przechodnia. Oprócz Emilly nic i nikt  mnie nie obchodził. Strach przed utratą kochanej osoby jest nie do opisania. Dzisiejszy wieczór do najpiękniejszych nie należy. Deszcz leje, jak z cebra, do tego mgła i śliska ulica. Boję się! Strasznie się boję, że usłyszę tą złą wiadomość. Obawiam się, że... ona tego nie przeżyję! "NIE! HARRY! PRZESTAŃ! ONA MUSI ŻYĆ! ONA JEST TYLKO OPEROWANA!" - Powtarzałem to sobie w myślach. Nie mogę w to uwierzyć, że wystarczy chwila nie uwagi, która może doprowadzić do czyjejś śmierci. Wszystko zaczęło się układać. Poznałem perfekcyjną dziewczynę. Od samego początku zaiskrzyło między nami. Ta mądra a zarazem pełna uroku kobieta wzbudziła we mnie ponowną chęć do zakochania się. Nigdy nie wybaczę sobie tego, jeśli umrze. Muszę zobaczyć jej piękny uśmiech... usłyszeć, jak się wymądrza! Hahah! Pokochałem ją! Mam to gdzieś, co fani powiedzą! Przysięgam! Jeśli nic jej nie będzie to powiem całemu światu, że jest moją pierwszą, poważną miłością. W końcu mimo uciążliwych korków i złych warunków atmosferycznych, dotarłem na parking szpitala. Zaparkowałem, wyszedłem i od razu pobiegłem do budynku.

- Przepraszam! U kogo mogę dowiedzieć się o stanie zdrowia Emilly Marshall? - Zapytałem przechodzącą pielęgniarkę. Kobieta spojrzała się na mnie znacząco. Modliłem się, żeby nie była fanką. Kocham rozdawać autografy, rozmawiać z fanami, ale nie teraz! Mój cel na najbliższy czas to zobaczyć Em.
- Jesteś jej chłopakiem? - Zapytała młoda dziewczyna.
- Tak. - Powiedziałem poważnie. Natomiast kobieta lekko się uśmiechnęła.
- Proszę za mną. - Nic nie mówiąc udałem się za nią. Odkąd pamiętam zawsze szpital mnie przerażał. Sam ten specyficzny zapach odrzuca człowieka.
- Pójdzie teraz Pan prosto, a przy tych niebieskich drzwiach skręci w prawo. - Mówiła wskazując drogę.
- Dziękuje. - Podziękowałem i pobiegłem w wyznaczonym kierunku.

Oczami Matki Emilly

- Chcesz kawy? - Zapytała Anne. Cały czas wpatrzona w podłogę nie reagowałam na pytanie. Załamałam się. Tylko tyle mogę powiedzieć. Każda matka chcę, jak najlepiej dla swojego dziecka. A ja, nic nie mogę zrobić. Serce boli mnie na myśl, że Emilly walczy o to aby jeszcze raz poczuć smak życia. Bożę! Błagam! Pozwól mi, chociaż jeszcze raz porozmawiać z nią. Muszę powiedzieć jej prawdę. Już nie mogę z tym żyć.
- Tak, poproszę. - Wysiliłam się na odpowiedź.
- Zaraz wracam. - Wstała i udała się do automatu z kawą. Dziękuje Bogu za taką przyjaciółkę. Z Anne znam się od dziecka. W dzieciństwie mieszkałyśmy koło siebie. Piękne czasy... Wracając do rzeczywistości. Nie mogę doczekać się wyników operacji. Próbuję skontaktować się z Tom'em. Zero wyników. Może teraz odbierze.

- Tak, słucham? - Usłyszałam głos męża.
- Cześć, skarbie.
- No, hej! Co tam słychać u moich kobiet? Tęsknie za wami.
- Tom... - Zawahałam się. Nie mam pojęcia, jak mam mu to powiedzieć.
- Daria? Czy coś się stało? - Zaniepokoił się.
- Emilly miała wypadek! Walczy o życie. Podobno, nie mogą zahamować krwotoku. A jeśli przeżyję to...  śpiączka albo śmierć mózgu. Tom... Potrzebuję Cię teraz. - W końcu wyrzuciłam to z siebie. Nastała głucha cisza.
- O Boże! Jak to się stało?! Słodki Jezu! Co jest z moją małą córeczką!? -  Czułam, jak ciężko mu w to uwierzyć. Tak bardzo pragnę, być w jego objęciach. Po prostu czuć się bezpieczna.
- Daria, mamy jeszcze jeden problem.
- Boże Tom! Jaki problem?! Dziecko nam umiera a Ty pieprzysz mi, że masz PROBLEM?!
- Pamelle wróciła. - Zamarłam. Stan nieokreślonej ciężkości zawładnął moim umysłem i ciałem.
- CHOLERA! Jeszcze jej tu brakowało! Spotkałeś ją? A może Cię prześladuje?
- Przyszła do mnie do szpitala. Na początku kazałem się jej wynosić, ale później dałem jej 5 minut. Zaczęliśmy rozmawiać i...
- Czekaj! Rozmawiałeś z nią?! O czym?! Mam nadzieję, że nie o Emilly!
- Daria, posłuchaj mnie. Pamelle umiera.
- Słuucham?
- Ma raka wątroby. Został jej miesiąc, góra dwa. Jej ostatnim życzeniem jest spotkać się z Em.
- NIE MA MOWY! Jak ona śmie?!
- Kochanie rozumiem Cię. Postaw się w jej sytuacji. nie chciałabyś naprawić swojego życiowego błędu?
- Tom ja... Wierzysz jej?
- Nie wygląda za dobrze.
- Ahh... CHOLERA! Ja chyba zwariuję!
- Obiecałem jej, że zorganizuję im spotkanie.
- Obiecałeś bez konsultacji ze mną?! Moje zdanie się już w ogóle nie liczy?! Przesadziłeś!!!
- Oczywiście, że się liczy!  Posłuchaj mnie. Ona ma do tego prawo!
- Przepraszam bardzo! Jakie prawo?! To potwór, a nie człowiek! Przykro mi ale nie zmienię swojej decyzji.
- Najlepiej, jakbyś sama z nią porozmawiała.
- NO CHYBA OSZALAŁEŚ!!
- Daria, bądź mądrzejsza. Doskonale, znasz Pam. Ona nigdy się nie poddaję. A jeśli ona przyjedzie do Londynu i bez naszej wiedzy powie Em, że...
- Ohhh... zgoda. Jak tylko wszystko będzie dobrze z Em to przylecę pierwszym lotem.
- Kochanie tylko się nie denerwuj. Właśnie! Jak tam badania?
- Pogadamy, jak przylecę.

- Czyżby chodziło o Pamelle? - Zapytała Anne, podając mi kubek z kawą.
- Niestety tak. Wróciła i chce się spotkać z Emilly.
- Jak ona to sobie wyobraża? Przecież dla Em jest obcym człowiekiem.
- Podobno ma raka - Powiedziałam, popijając łyk gorącej kawy.
- Yhym... pewnie to jej kolejne słodkie kłamstewko. Dario! Nie bądź głupia! Ona doskonale wie, że macie "kupę" kasy! Skąd ta pewność, że nie chce wykorzystać waszej córki?
- A jeśli nie udaję? Może to już odpowiedni czas, żeby jej powiedzieć?
- Radzę Ci lepiej zbadać na czym stoisz. Kto wie, co ona knuję.
- Masz racje! Jeszcze dzisiaj polecę do Tom'a. Mam prośbę...
- Tak wiem. Zaopiekuję się Emilly.
- Dziękuje kochana! Nie wiem, co bym bez Ciebie zrobiła! Teraz musimy czekać na lekarza.
- A nie lepiej było by, jak byś jutro poleciała?
- Anne, ja muszę jak najszybciej porozmawiać z tą żmiją! Nie wytrzymam. Nie wiem, co mam Em powiedzieć.
- No, tak... W końcu nie powiesz, że lecisz na spotkanie z jej biologiczną matką. Będziesz musiała kiedyś wszystko wytłumaczyć.
- Czuję, że jak to zrobię to stracę ją na zawsze.
- Harry? Dziecko moje drogie! Długo tutaj stoisz?

Oczami Harry'ego

- Nie. Dopiero przyszedłem. - Skłamałem. Wszystko, wyraźnie słyszałem.  Stałem za  ścianą. Nie mam pojęcia, jak  Emilly to zniesie. Jak Daria wraz z Tom'em mogli przed nią to ukrywać? Uważam, że o takich ważnych rzeczach, dziecko powinno  dowiadywać się, gdy jest jeszcze małe.
- A wiadomo, co z Emilly? - Zmieniłem temat.
- Lekarze hamują jej krwotok. - Odpowiedziała, zdenerwowana Daria.
- Ooo! Idzie lekarz - Wstała z miejsca moja mama.
- Która z pań jest matką Emilly Marshall?
- To ja. - Widziałem strach w o czach Darii.
- Pani córki stan zdrowia jest stabilny.
- Dzięki Bogu!
- Niestety mam dwie złe wiadomości. Jeśli Emilly nie obudzi się w ciągu pełnej doby, to oznacza, że jej mózg przestał pracować. Proszę się nie martwić, jest silną osobą.
- A druga wiadomość? - Zapytałem.
- Robiliśmy, co w nasze mocy. Krew wdarła się do mózgu. Beth Long, nie żyje. Mają państwo jakiś kontakt z jej rodziną?
- Nie, nie mamy. - Powiedziała moja rodzicielka.
- Można zobaczyć Emilly?
- Pacjentka, powinna być sama. nie wiadomo, czy jej stan się nie pogorszy...
- Proszę! Chociaż na minutę.
- 5 minut.
- Dziękuje! - Gdy wszedłem do sali, zobaczyłem Emilly podłączoną do tysiąca kolorowych kabelków, które wydobywały różne dźwięki. Wyglądała tak bezbronnie. Podszedłem do jej łóżka, złapałem jej zimną dłoń. Zacząłem mówić:

   Kiedy po raz pierwszy spojrzałem na Ciebie, miałem ogromną ochotę Cię pocałować. Haha. Tak, wiem. To głupie, ale prawdziwe. O Boże! Nie wiem, co mam powiedzieć! Emilly! Nie mogę Cię stracić! Potrzebuję Cię! Błagam obudź się! Po prostu otwórz oczy i uśmiechnij się. Emilly! KOCHAM CIĘ! Czy można kochać osobę, której się w ogóle nie zna? TAK! Kocham Cię , jak jakiś świr! Jeśli się obudzisz to porwę Cię i nigdy nie oddam! Będziesz tylko MOJA! Rozumiesz?! No, dalej!!! Nie poddawaj się! Czekam na Ciebie! Wiem, że mnie słyszysz! Proszę Cię! Daj mi znak, że jesteś obecna! - Nagle jej dłoń, mocna złapała mnie za rękę. Popłakałem się.  - Emilly! Halo! Słyszysz mnie?! - Pomału uniosła powieki. Wzięła głęboki wdech i...
- Harry? To Ty? Gdzie ja jestem?
- Kochanie! Poczekaj! Tylko nie zaśnij! - Wybiegłem z sali! Zacząłem krzyczeć:" Emilly obudziła się! Jest przytomna!" - Po chwili lekarz wraz z odziałem przybiegli do sali.

- Jak Pani się czuję? - Zapytał lekarz, sprawdzając źrenice.
- Dobrze! Mam pytanie.
- Tak?
- Czy nic się nie stało temu chłopakowi?
- Nie rozumiem. Na miejscu wypadku znaleźliśmy tylko Panią i Pani koleżankę.
- Jest Pan pewien, że nikogo tam nie zostawiliście?
- Oczywiście.
- A co z Beth?
- Ma Pani kontakt z jej rodziną?
- Ona nie ma rodziny. Wychowywała się w domu dziecka. Nikogo nie ma oprócz przyjaciół i chłopaka.
- Mogę prosić o numer do jej chłopaka?
- Tak, tylko muszę dostać moją torebkę.
- W porządku, zaraz przyjdę.
- Kochanie, jak się czujesz? - Zapytała Daria, całując ją w czoło.
- Nic mi nie jest. Jest ok. Muszę porozmawiać z Beth.
- Emillly, lekarze nic nie mogli więcej zrobić.
- Nie! To nie możliwe! To wszystko przez ze mnie! - Emilly zanosiła się z płaczu. Daria, przytuliła ją mocno. Ja tylko stałem na końcu sali i obserwowałem tą sytuację.
- Emilly, muszę już iść. Za  niedługo mam samolot.
- Jak to? Nie przypominam sobie, żebyś miała gdzieś lecieć.
- Lecę do taty. Muszę z nim porozmawiać.
- Musisz, już teraz?
- Tak, muszę. Anne z Harry'm zaopiekują się Tobą. Zadzwonię, jak tylko wyląduję. - Powiedziała, wychodząc z pomieszczenia.
- To ja was zostawię samych. - Oznajmiła moja rodzicielka.
- Przepraszam to moja wina, że tutaj teraz leżysz! - Podszedłem do jej łóżka.
- Co Ty gadasz?! To nie prawda!
- Gdybym został przy Tobie, wszystko potoczyło by się zupełnie inaczej.
- Nic na to nie poradzisz. Nie zmienisz przeszłości. Dziękuje, że sprowadziłeś mnie na ziemię.
- Słyszałaś to co mówiłem?
- Haha! Też Cię kocham! - Zaniemówiłem. Dwa słowa, których nigdy nie usłyszałem od żadnej dziewczyny. Przybliżyłem się do leżącej Emilly. Objąłem jej twarz rękoma. Wpatrywałem się w jej piękne błękitne niczym niebo oczy. Delikatnie musnąłem jej wargi. Nie chciałem, żeby cokolwiek ją zabolało.
- Harry, nie jestem z porcelany! Możesz mnie normalnie pocałować.
- Nie wiem, czy to dobry pomysł. Jeśli przyssie się do Twoich ust już nigdy od nich się nie oderwę.
- Haha. To zrób to! Skoro, chcesz mnie porwać.
- To też słyszałaś?!
- Tak! Hahah! I zgadzam się.
- Gdy dostaniesz wypis to porwę Cie do LA.
- Tak daleko?
- Muszę mieć pewność, że będziemy sami.
- Ahaa... rozumiem. Harry?! Długo mam jeszcze czekać?
- Na, co?
- Debilu! Kiedy mnie pocałujesz?!
- Umm... teraz.
- Hahah! Co Ty robisz?
- Próbuje wejść na to łóżko.
- Co sobie ludzie pomyślą, jak nas zobaczą?
- Możemy się zamknąć.
- A może lepiej nie?
- Jak chcesz.
- Przestań gapić się na mnie! Tylko rób, co masz robić!
- Już nie mogę się doczekać wakacji. Bardzo Cię potrzebuję. Kocham Cię.
- Ja Ciebie też. - Em wyraźnie dawała znaki, żebym ją pocałował. Złapałem ją za podbródek, lekko składając pocałunek.
- Tylko na tyle Cię stać - Zrobiła zdziwioną minę.
- Oj nie lubię, tego pytania! - Energetycznie przybliżyłem się do niej. Wbiłem się w jej słodkie usta. Prawie na niej leżałem. Musiałem uważać, żeby nie uszkodzić rany. Emilly śmiałą się pod nosem. Namiętny pocałunek, przerwał, jakiś osobnik wchodzący do sali.
- Złaź ze mnie! No, szybko! Ktoś tu wchodzi! - Sturlałem się na podłogę. - Auuuć!
- Nic Panu nie jest? - Zapytał, zaskoczony lekarz.
- Nie, nic mi nie jest. Poślizgnąłem się. Emilly udawała poważną, ale jednocześnie promieniała z radości.
- Proszę to Pani torebka.
- Dziękuję.
- Mógłbym prosić numer.
- Ahh... tak. Oczywiście. Proszę zapisać. - Podczas, kiedy Em rozmawiała z lekarzem, zastanawiałem się, czy powiedzieć jej o tym, co dzisiaj usłyszałem. Emilly zasługuję poznać prawdę.
- Hahahahha!  Emilly zaczęła panicznie się śmiać.
- Co Cię tak śmieszy?
- Jesteś dobrym aktorem! Super to zgrałeś!
- Ej! To mnie bolało! - Zrobiłem smutną minkę.
- Oj Biedny Harruś! Chodź, przytulę Cię! Tylko ostrożnie! Nie mam zamiaru płacić za zniszczone łóżko.
- Czy Ty uważasz, że jestem ciężki?
- Umm... nie jesteś gruby, tylko masz ADHD.
- Słucham?
- Hahah! Zdecydowanie słodziej, wyglądasz, jak się denerwujesz.
- Przytul mnie! Jest mi strasznie smutno!
- Chciałbyś! - Wystawiła język.
- Ej no! Przed chwilą sama chciałaś mnie przytulić a teraz to co?!
- Ohh...dobrze! Chodź tu mój loczku!
- Hmm... jak miło. Skoro jestem Twoim loczkiem to Ty nadal będziesz moją wiedźmą!
- Hem? Wiedźma? To ja Ci słodzę,  a Ty mnie obrażasz?! A może zmienisz mi ksywkę? - Zaproponowała, rysując kółeczka na mojej klacie.
- Dobrze psychopatko!
- Co?
- Nikt normalny palcem nie rysuję kółeczek.
- GŁUPI JESTEŚ! AHAHHA
- TY TEŻ!
- NIE!
- TAK
- NIE!
- TAK!
- Jesteśmy obydwoje głupi.
- To fakt. Zmieniłaś się przez ten wypadek.
- To prawda... Doszłam do wniosku, że życie trzeba traktować, jak wieczny pobyt w wesołym miasteczku.
- Jesteś cudowna.
- A Ty lokowaty!
- Jesteś na prawdę głupia.
- Ty bardziej!
- NIE!
- TAK!
- NIE!
- Dobra, idę spać! - Odwróciła się na drugi bok. Przytuliłem ją od tyłu, szepcząc do ucha. Śnij o raju, gdzie nie ma problemów, smutków...
- Ciebie i orangutanów! - Dokończyła za mnie.
- Idź lepiej spać, bo głupota przez Ciebie przemawia.
- No, chyba przez Ciebie!
- Dobranoc, Emilly!
- Dobranoc, Haroldzie.

Hej! Przepraszam, że tak długo nie dodawałam rozdziału. Nie miałam czasu. Muszę nadrabiać zaległości... Spora ilość osób pisała mi, że robię duuużo błędów. Ahh... zawsze miałam z tym problem >.<  PRZEPRASZAM! Podoba wam się nowe tło? Zrobiła je @real_ania_xoxo :)  OMG! Dziękuje za  17 komentarzy     pod ostatnim postem i za 1,652 wyświetleń! JEEEJU JESTEŚCIE NIESAMOWICI! *.* Jakie wrażenia po przeczytaniu tego rozdziału? :)  DZIĘKUJE ZA WSZYSTSKO I DO NEXTA! @agata_971012 xx













9 komentarzy:

  1. hahhahhahhahan ! kocham twojego bloga po prostu ! jak dobrze, że ona się obudziła ! muszą byc razem zawsze rozumiesz? :D a ta matka..ughh lepiej, że Em się nie załamała gdy się dowie..:(

    OdpowiedzUsuń
  2. Hahahahaha... orangutanów?! Dobrze, że nikt inny nie wie o co, a raczej o kogo chodzi ;) Nie będę się podpisywać, bo wiesz, że to ja ;) haha

    OdpowiedzUsuń
  3. omg, może i tekst jest wzruszający, ale przez to że jest bardzo długi dużą część ominęłam... powinnaś wstawiać krótsze fragmenty bo można się pogubić! ale pisz dalej czekam co się wydarzy dalej. Kocham <3

    OdpowiedzUsuń
  4. o boziu jakie to genialne, wzruszyłam się i to bardzo,bardzo się ciesze że Em się obudziła, uwielbiam Hamily (Emily+Harry) te ich rozmowy po prostu mnie rozbrajają i ta ich miłość ach po prostu cud miód i ubóstwo :D Ale no jej rodzice źle postąpili zatajając prawde,powinna się już dawno dowiedzieć,że nie są jej biologicznymi rodzicami,mogli miec dużo powodów aby to zataić ale tak się nie robi ;/ Jestem ciekawa jaka jest ta biologiczna matka Em z tego co wyczytałam musi być okropna,no ale nic narazie nie mówie. Rozdział jak zawsze cudowny,a mi to tam nic nie przeszkadzasz że robisz błędy, ja się nawet nie zorientowałam że są jakieś błędy w tekście xD
    zapraszam do siebie gdzie pojawił się nowy rozdział loveisthegreatesdream.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajna rozmowa między Harry'm, a Em :) . Rozdział ogólnie świetny, ale mam jedno pytanie :> No, bo ten.. Przed chwilą była smutna, a kilka chwil potem śmiała się jak opętana.. No cóż, Ty piszesz, nie wtrącam się . :*

    OdpowiedzUsuń
  6. W RAMACH REKOMPENSATY ZA NIEDODAWANIE ROZDZIAŁÓW DODAJ DZISIAJ KOLEJNY ;3 :D Rozdział genialny! Czekam na nowy! C:

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny rozdział :D słodki taki :d czekam na następny :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń