- Daj aparat!
- Yyy... Harry? Po co Ci mój aparat? - Zawsze noszę ze sobą aparat fotograficzny. Kocham robić zdjęcia. To najlepszy sposób na upamiętnienie chwil.
- No, daj! Proszę!
- Okey... Trzymaj. Tylko nie upuść, bo Cie zabiję.
- Dobrze, spokojnie. A teraz połóż się na trawie.
- No, chyba Cie pogięło!
- To chociaż usiądź. - Usiadłam po turecku. Boże widzisz i nie grzmisz! Już się boję, co ten idiota wymyślił.
- I po co kazałeś mi siadać?
- Uśmiechnij się.
- OOO NIE! NIE RÓB MI ZDJĘĆ!
- No, uśmiechnij się!
- Ohh.... no, dobrze.
- Pięknie wyszłaś.
- Pokaż!
- Może być. W ogóle nie jestem fotogeniczna.
- No, chyba sobie żartujesz.
- Nie. Idziemy?
- Pewnie. To może kawiarnia?
- Ok. - Nie mogę uwierzyć, że leciałam balonem. Yeeey! Czułam się nieziemsko. Świat niesamowicie wygląda z lotu ptaka. Wszystko wydaję się takie małe. Nigdy nie zapomnę tego dnia.
- I, jak? Podobało Ci się?
- Ty się jeszcze pytasz? To było fantastyczne uczucie!
- No, wiem w końcu nieźle całuję.
- Harry! Nie chodzi mi o to!
- Ale przyznaj, że miałaś motylki w brzuszku.
- Ja takich rzeczy nie czuję.
- Co? Przecież to nie możliwe. Jesteś dziewczyną, musiałaś coś czuć.
- Owszem po czułam coś.
- Hm?
- Poczułam się głupio.
- Czemu?
- Harry, ja... kiedyś straciłam pewną, ważna mi osobę. Od tamtej pory, robię wszystko, żeby nie przeżyć tego jeszcze raz.
- Nie rozumiem.
- Długa historia...
- Opowiadaj. Mamy sporo czasu.
- Nie wiem, czy to jest dobry pomysł. Nie lubię o tym rozmawiać. Te wszystkie wspomnienia... Ohh...
- Emilly, wszystko ok?
- Wiesz, co? Opowiem Ci o tym, ale obiecaj, że to zostanie tylko między nami.
- Obiecuję.
- Urodziłam się w Bromsgrove, niedługo potem przeprowadziłam się do Holmes Hopel. Mieszkałam tam do 4 roku życia. Kolejne 10 lat żyłam w Hunstanton. Piękne wspomnienia mam z tym miastem. Pamiętam, gdy miałam 7 lat poznałam dwie dziewczynki Polly i Kate i chłopca Greg'a, starszego od nas o 3 lata. Z czasem staliśmy się taką nierozłączną paczką. Mieliśmy dom na drzewie. To była nasza tajna kryjówka. Haha. Przesiadaliśmy tam mnóstwo czasu. Hunstanton jest położone blisko plaży, więc codziennie spacerowaliśmy po niej. Niekiedy wchodziliśmy do wody, ale tylko wtedy, kiedy było ciepło. Chodziliśmy wszyscy do tej samej szkoły. Z racji tego, że Greg był starszy chodził do innej klasy. Natomiast my dziewczyny byłyśmy razem. Po skończonych zajęciach, szlajaliśmy się po mieście. Odwiedzając wszystkie centra handlowe. Dziwiłam się bo Greg nigdy nie miał nic przeciwko temu.
- Przepraszam, że Ci przerwę. Utrzymujesz z nimi kontakt? - Wzięłam głęboki oddech i zaczęłam dalej opowiadać.
- To była noc w Halloween. Umówiliśmy się przed "strasznym domem'
- Takim, domem strachu? Gdzie, są różne atrakcję?
- Nie, to zwykły dom. Mieszkańcy Hunstanton uważają ten dom za przeklęty. To bardzo stary budynek. Został zbudowany 1850 roku.
- To antyk.
- Tak. Nikt w nim nie mieszka od zakończenia I wojny światowej. Wracając do Halloween. Jako głupie dzieciaki (czyt. 14 lat) byliśmy ciekawi, czy to prawda, że jest nawiedzony. Wybraliśmy ten dzień, żeby mieć wymówkę na wypadek, gdyby rodzice pytali się, gdzie byliśmy. Gdy przyszliśmy na miejsce. Każdy poczuł zimny oddech, oplatający nas dookoła. Przestraszyliśmy się. Chciałyśmy już wracać. Jednak tak się nie stało, bo Greg powiedział, że chce tam wejść. Nie zgodziłam się. To było ryzykowne! Nie wiadomo, co tam mogło być i w jakim stanie jest wnętrze tej posiadłości. Greg nie dawał za wygraną. Mówiłyśmy mu, żeby przestał zgrywać z siebie Zorro! To nie miało sensu! W końcu zaczął wchodzić po wielkich schodach. Serce miałam w gardle. Wołałam do niego, żeby wracał! Nie reagował. Szedł jak zahipnotyzowany. Nie wiedziałam, co mam robić. Już miałam biec za nim, gdy nagle otwarły się same drzwi. Zatrzymałam się. Sparaliżowało mnie ze strachu. Greg wszedł tam, po czym drzwi się zamknęły. Nasze twarze zbladły. Oczy, z orbit chciały nam wylecieć. Kate była w szoku. Z resztą nie tylko ona. Polly załamała się. W końcu Greg był jej bratem. Wybiła północ. Naszą uwagę zwróciły nietoperze, wylatujące z komina tego mrocznego zamczyska. Czekałyśmy jeszcze potem jakąś godzinę. Po czym doszłyśmy do wniosku, że Greg mógł zrobić nam Halloween'owy kawał. Greg słynął z niezłych żartów. Doszłyśmy do mojego ogrodu, nic nie mówiąc rozeszłyśmy się do swoich domów. Weszłam do domu. Mama, jak to mama, wypytywała się co robiliśmy.Skłamałam, powiedziałam, że chodziliśmy od domu do domu. A słodycze zjedliśmy po drodze.
Następnego dnia były urodziny Polly. Gdy się obudziłam byłam zadowolona, bo nie mogłam się doczekać kiedy wręczę jej prezent. Kupiłam jej naszyjnik, w którym było moje zdjęcie i napis: "Forever in my heart" FOTO Schodząc z po schodach, słyszałam jakieś głosy. Na dole stali, przerażeni moi rodzice z Andy'm ( czyt. Miejscowy szeryf, i przyjaciel rodziny) Zapytałam się, czy coś się stało. Na, co on popatrzył się na moich rodziców, pytającym wzrokiem, czy ma mi powiedzieć. Zapadła cisza. Nikt nie chciał jej przerwać. Spoglądałam raz na rodziców, raz na And'iego. Wkurzyło mnie to! Po chwili Andy powiedział: "Dzisiaj, rano
policjanci pod czas służby znaleźli ciało Greg'a Martin'a obok studni na terenie strasznego domu." Oniemiałam. Po raz kolejny patrzałam się się raz na gości i raz na rodziców. Wieki, niewyobrażalny popłoch zawładnął moim ciałem. Do moich oczy zaczęły napływać łzy. Łzy lęku, paniki i smutku. Mama mocno mnie do siebie przytuliła. Nie pozwalała, abym uciekła, nie mam pojęcia, co by było, gdyby tego nie zrobiła. Najprawdopodobniej nie było by mnie tutaj. Była bym tam u góry razem z Greg'iem.
Potem obudziłam się w szpitalu. Zaraz po pogrzebie, wyjechałam do Polski. Przez kolejne
miesiące do nikogo się nie odzywałam. Chodziłam do psychologa, ale nikt ani nic nie mogło sprawić, żebym była tą dawniejszą Emilly. Wreszcie, kiedy pogodziłam się z tym, że trzeba żyć dalej wypytywałam się rodziców, co z dziewczynami. Rodzina Polly wyjechała do USA. Nie mogła już tam mieszkać. Nie dziwię się im. Kate załamała się i nie wychodziła z domu przez pół roku. Od tamtej pory unikam nowych kontaktów z ludźmi. Straciłam najlepszego przyjaciela i ... chłopaka. Greg przed dzień Halloween zapytał się, czy będę z nim chodzić. Zgodziłam się. Kochałam go, jak brata, ale zdecydowałam się zaryzykować. Teraz, gdy sobie pomyśle, że... to mogło być przeze mnie to... Harry... ja przepraszam...
- No, już dobrze. - Harry, przestał prowadzić, zaparkował i mocno przytulił. - Nie obwiniaj się za to.
- A jeśli ja przynoszę jakiegoś pecha. A co jeśli, wiążąc się ze mną narażasz się na niebezpieczeństwo?
- Emilly, zapamiętaj! Nawet, gdybym miał za niedługo umrzeć to masz siebie za to nie obwiniać, dobrze?! Chce z Tobą być i nic z tego nie zmieni. Musisz zaakceptować to, że zaczynasz nowe życie.
- Nowe życie z Tobą.
- Tak, właśnie o to mi chodzi.
- Nigdy nikomu tego nie opowiadałam, jesteś pierwszą osobą, której to mówię.
- Czuję się wyjątkowy. - Powiedział, lekko uśmiechając się.
- Jesteś. - Gdy to powiedziałam, Harry, przybliżył się do mnie i pocałował mnie w policzek tym samym mówiąc. - Dziękuje, ale zapamiętaj, że nie ja jestem wyjątkowy tylko Ty. - Oboje, przyglądaliśmy się sobie głęboko. Ta niebezpieczna bliskość, której jeszcze niedawno się bałam już znikła. Czuję, że teraz mogę Harry'emu zaufać.
- To co? KIERUNEK KAWIARNIA!
- Haha! Tak! - Po 15 minutowej przejażdżce dojechaliśmy na miejsce.
- Tutaj są najlepsze lody! - Oznajmił Styles.
- Serio? Nigdy tutaj nie byłam.
- Dobra, wysiadka! Aż mi ślinka leci, na samą myśl, że zaraz zjem to cudo.
- Haha. Jesteś, głupi.
- Dziękuję za komplement.
- Yyy... ok.
- Pani, przodem. - Harry wysiadł z auta i szybko, poszedł otworzyć mi drzwi.
- Dziękuję. Hmm... jaki, dżentelmen. Ciekawe, jak zachowasz się, jedząc - Powiedziałam, chiochocząć.
- Obiecuję, że będę grzeczny.
- Ok. O NIE!
- Co się stało? - Zaniepokoił się lokowaty.
- Tylko, proszę Cie nie uciekaj.
- Ale o co chodzi?
- O nich! - Powiedziałam, pokazując po kryjomu na Josh'a i Matt'a zmierzających wprost na nas.
- Hej! Emilly! OMG!!! TO JEST... - Powiedział zaskoczony Matt, gdy zobaczył, kto obok mnie stoi.
- Tak to jest Harry Styles! - Powiedział zaskoczony Josh.
- Chłopcy poznajcie mojego...- I tu nasuwa się pytanie: "Mówić, czy nie mówić, że jesteśmy razem?"
Spojrzałam błagalnie na Styles'a. On jedynie pokiwał głową, dając mi znać, że to nie jest najlepszy pomysł.
- Mój przyjaciel z dzieciństwa. - Dokończyłam.
- Nowe życie z Tobą.
- Tak, właśnie o to mi chodzi.
- Nigdy nikomu tego nie opowiadałam, jesteś pierwszą osobą, której to mówię.
- Czuję się wyjątkowy. - Powiedział, lekko uśmiechając się.
- Jesteś. - Gdy to powiedziałam, Harry, przybliżył się do mnie i pocałował mnie w policzek tym samym mówiąc. - Dziękuje, ale zapamiętaj, że nie ja jestem wyjątkowy tylko Ty. - Oboje, przyglądaliśmy się sobie głęboko. Ta niebezpieczna bliskość, której jeszcze niedawno się bałam już znikła. Czuję, że teraz mogę Harry'emu zaufać.
- To co? KIERUNEK KAWIARNIA!
- Haha! Tak! - Po 15 minutowej przejażdżce dojechaliśmy na miejsce.
- Tutaj są najlepsze lody! - Oznajmił Styles.
- Serio? Nigdy tutaj nie byłam.
- Dobra, wysiadka! Aż mi ślinka leci, na samą myśl, że zaraz zjem to cudo.
- Haha. Jesteś, głupi.
- Dziękuję za komplement.
- Yyy... ok.
- Pani, przodem. - Harry wysiadł z auta i szybko, poszedł otworzyć mi drzwi.
- Dziękuję. Hmm... jaki, dżentelmen. Ciekawe, jak zachowasz się, jedząc - Powiedziałam, chiochocząć.
- Obiecuję, że będę grzeczny.
- Ok. O NIE!
- Co się stało? - Zaniepokoił się lokowaty.
- Tylko, proszę Cie nie uciekaj.
- Ale o co chodzi?
- O nich! - Powiedziałam, pokazując po kryjomu na Josh'a i Matt'a zmierzających wprost na nas.
- Hej! Emilly! OMG!!! TO JEST... - Powiedział zaskoczony Matt, gdy zobaczył, kto obok mnie stoi.
- Tak to jest Harry Styles! - Powiedział zaskoczony Josh.
- Chłopcy poznajcie mojego...- I tu nasuwa się pytanie: "Mówić, czy nie mówić, że jesteśmy razem?"
Spojrzałam błagalnie na Styles'a. On jedynie pokiwał głową, dając mi znać, że to nie jest najlepszy pomysł.
- Mój przyjaciel z dzieciństwa. - Dokończyłam.
- OMG!!! SŁODKI JEZU!!! Harry! Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że Cie poznałem. Jestem Directionerem od samego początku! Od waszych występów w X-Factor! Zawsze duszą byłem z wami! O MATKO! STOJĘ PRZED HARRY'M STYLES'EM! TY JESTEŚ ŻYWY?! MOGĘ CIE DOTKNĄĆ
- Matt, mogę Cie zapewnić, że on jest żywy. - Powiedziałam. Miałam ochotę go zabić!
- Przepraszam was za moje zachowanie! Nie codziennie widuję się gwiazdy na ulicy.
- Doprawdy? Ja często spotykam swoich fanów na ulicy.
- To może my już sobie pójdziemy... - Wzięłam Harry'ego pod rękę i odeszliśmy od tych psychofanów.
Odwróciłam się i pokazałam im, że już nie żyją.
- Emm... fani?
- Hahha! Jeśli sądzisz, że to zwykli fani to nie mogę sobie wyobrazić jakich masz fanów.
- Nie byli tacy źli.
- Współczuję Ci, gdy poznasz ich dziewczyny.
- Ładne są? - Spojrzałam na niego wzrokiem mordercy. - Ok, zapomnij, że pytałem. Nie wiedziałem, że już jesteś o mnie zazdrosna.
- Nie chodzi tutaj o Ciebie! Tylko o tych debili. Gdyby stracili swoje połówki, to mogę się założyć, że musiałabym ich wieki pocieszać! A tego nie chce, bo czasem są gorsi od dzieci!
- Hahah. Długo ich znasz?
- Od kilku tygodni ale znam już ich na wylot.
- Jakie chcesz lody?
- Jedna gałkę waniliowych i orzechowych.
- To poproszę dwa razy to samo. - Zwrócił się do sprzedawczyni.
- Proszę bardzo. Razem 5£.
- O nie Harry! Ja sama za siebie zapłacę!
- Emilly, ale ja chce zapłacić za swoją dziewczynę. - Nadal nie mogę oswoić się z myślą, że chodzę z Harry'm. - Proszę, daj mi zapłacić za Ciebie.
- Ok, ale następnym razem ja płacę!
- W porządku.
- Proszę - Podał mi zamówienie.
- Dziękuję. Umm... jakie pyszne.
- A nie mówiłem?
- Miałeś rację! Są lepsze niż we Włoszech.
- Haha. Byłaś tam kiedyś?
- Tak, rok temu na wakacjach.
- Też by chmciał wyjechać na jakiś urlop. Niestety nie mam czasu.
- Współczuję Ci.
- Może uda mi się jeszcze w tym miesiącu wyjechać gdzieś za tydzień albo dwa. Pojechałabyś ze mną?
- Raczej tak, ale teraz muszę wybrać szkołę, bo został mi tylko rok. A co teraz masz zamiar robić, Haroldzie?
- Nie mam pojęcia.
- Może pojedziemy do mnie i zjemy tosty?
- Haha! A wiesz, że to wspaniały pomysł! Chyba z rok nie jadłem tostów.
- Nie wierzę Ci!
- No, naprawdę!
- Ok. A teraz uśmiech!
- Co? Ohh... Emilly! Ja to dopiero nie jestem fotogeniczny!
- Ohh... zacny uśmiech Haroldzie. Hhaha.
- Matt, mogę Cie zapewnić, że on jest żywy. - Powiedziałam. Miałam ochotę go zabić!
- Przepraszam was za moje zachowanie! Nie codziennie widuję się gwiazdy na ulicy.
- Doprawdy? Ja często spotykam swoich fanów na ulicy.
- To może my już sobie pójdziemy... - Wzięłam Harry'ego pod rękę i odeszliśmy od tych psychofanów.
Odwróciłam się i pokazałam im, że już nie żyją.
- Emm... fani?
- Hahha! Jeśli sądzisz, że to zwykli fani to nie mogę sobie wyobrazić jakich masz fanów.
- Nie byli tacy źli.
- Współczuję Ci, gdy poznasz ich dziewczyny.
- Ładne są? - Spojrzałam na niego wzrokiem mordercy. - Ok, zapomnij, że pytałem. Nie wiedziałem, że już jesteś o mnie zazdrosna.
- Nie chodzi tutaj o Ciebie! Tylko o tych debili. Gdyby stracili swoje połówki, to mogę się założyć, że musiałabym ich wieki pocieszać! A tego nie chce, bo czasem są gorsi od dzieci!
- Hahah. Długo ich znasz?
- Od kilku tygodni ale znam już ich na wylot.
- Jakie chcesz lody?
- Jedna gałkę waniliowych i orzechowych.
- To poproszę dwa razy to samo. - Zwrócił się do sprzedawczyni.
- Proszę bardzo. Razem 5£.
- O nie Harry! Ja sama za siebie zapłacę!
- Emilly, ale ja chce zapłacić za swoją dziewczynę. - Nadal nie mogę oswoić się z myślą, że chodzę z Harry'm. - Proszę, daj mi zapłacić za Ciebie.
- Ok, ale następnym razem ja płacę!
- W porządku.
- Proszę - Podał mi zamówienie.
- Dziękuję. Umm... jakie pyszne.
- A nie mówiłem?
- Miałeś rację! Są lepsze niż we Włoszech.
- Haha. Byłaś tam kiedyś?
- Tak, rok temu na wakacjach.
- Też by chmciał wyjechać na jakiś urlop. Niestety nie mam czasu.
- Współczuję Ci.
- Może uda mi się jeszcze w tym miesiącu wyjechać gdzieś za tydzień albo dwa. Pojechałabyś ze mną?
- Raczej tak, ale teraz muszę wybrać szkołę, bo został mi tylko rok. A co teraz masz zamiar robić, Haroldzie?
- Nie mam pojęcia.
- Może pojedziemy do mnie i zjemy tosty?
- Haha! A wiesz, że to wspaniały pomysł! Chyba z rok nie jadłem tostów.
- Nie wierzę Ci!
- No, naprawdę!
- Ok. A teraz uśmiech!
- Co? Ohh... Emilly! Ja to dopiero nie jestem fotogeniczny!
- Ohh... zacny uśmiech Haroldzie. Hhaha.
.png)

super !! dodawaj kolejny !
OdpowiedzUsuńzapraszam do sb:)
jaki słodki HAZZIA . <3
OdpowiedzUsuńRozdział świetny, dajesz następny ;)
Świetny jest ten rozdział :))
OdpowiedzUsuńCzekam na next ;)
Superowy ♥
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejny! C:
OMG! co za cudo!! :D dobrze że podałaś mi tego bloga na twitterze bo jest nieziemsko wspaniały! no po prostu brak mi słów...jaki ty masz talent dziewczyno...no to teraz dodaj jak naszybciej następny bo tu chyba nie wytrzymam i awww jak fajnie że jest z Harrym oni są dla siebie stworzeni..:)
OdpowiedzUsuńNo to dodaj ten rozdział bo już mi się nudzi xD
Wow, fajne i ciekawe. Dobrze, że dałaś mi linka na tt. Będę tu zaglądać. Zyczę weny w pisaniu :) ~ @AnaDziula
OdpowiedzUsuńsuper !!!!!!!!!!!xD
OdpowiedzUsuń